Czego hamujesz!!!! 

Co ty robisz! 

Po co skręcasz!! 

Po co nogi opuszczasz! 

No co ty wyprawiasz! 

Coś ty zrobił!!!!
Jak jedziesz! Jak gamoń jakiś!

 

 

Jeżeli myślicie, że to okrzyki trenera kadry narodowej ćwiczącej do najbliższej olimpiady to grubo się mylicie. Takie teksty można było zaobserwować w piękne, śnieżne popołudnie na jednej z miejskich górek. Śnieg to artykuł od paru lat reglamentowany, unikat, którego pojawienie się jest prawdziwym świętem . Z tak rzadkich okoliczności przyrody należy oczywiście natychmiast skorzystać, więc nic dziwnego, że górki oblężone, a rodziców ze swoimi pociechami mnóstwo. 

W latach osiemdziesiątych, gdy życie było prostsze i nikt nie przejmował się specjalnie czyhającymi niebezpieczeństwami, na górkach dominowała rozbawiona dzieciarnia. Każdy sam pilnował się, by wrócić w miarę całym i w nienaruszonym odzieniu do domu, bo w przeciwnym razie czekał tzw. „ochrzan” od rodziców. W obecnych czasach zdecydowanie bardziej zdajemy sobie sprawę z różnych zagrożeń i niebezpieczeństw, dlatego wielu rodziców woli dopilnować dzieciaki w czasie zabawy na śniegu a i przy okazji wykonać dokumentację do rodzinnego albumu na  facebooku czy instagramie. 
Niestety, rodzicielska troska idzie znacznie dalej, niż tylko zadbanie o bezpieczeństwo maluchów. Większość rodziców traktuje swoje pociechy jak gdyby były zawodnikami startującymi co najmniej w mistrzostwach Europy. Na dzieci z ust rodziców nieustannie sypią się gromy. Za szybko, za wolno, nie hamuje, hamuje za wcześnie, zły bok górki wybrał do wspinaczki. 

Rodzicu! Pozwól dziecku samemu odkryć, jak najlepiej lubi zjeżdżać. Być może dziecko czuje się na tyle niepewnie, że woli wcześniej zahamować, mimo, że Ty, dorosły człowieku wiesz, że drzewo jest daleko. Daj córce czy synowi prawo do samodzielnego odkrycia, którą stroną stoku najlepiej wdrapać się na górkę. Nawet, jeśli wchodzi tą, której Ty, dorosły byś nie wybrał, bo wiesz, że jest wyślizgana. Daj dziecku możliwość wyboru. Pozwól na samodzielne odkrywanie, nawet jeśli dziecko popełnia błędy. To nie walka o puchar świata, tu można się ześlizgnąć wdrapując się po lodzie, po to, żeby przy następnym podejściu wybrać inną, już bardziej komfortową ścieżkę. Nie krzyczcie na dzieci, darujcie sobie epitety, nie zawstydzajcie, że Kasia pojechała, a Ty się boisz. 

Drodzy rodzice, zjazd z górki to nie walka o medal. To z założenia powinna być frajda
i radocha, a wasze wypowiedziane ze złością pouczenia i krytyka zmroziłyby najgorszego wroga. Jaki efekt?  Niejedno dziecko stresuje się bardziej niż na egzaminie do szkoły muzycznej. Nawet jeśli nie płacze, bo i takich malców też dało się na górce zobaczyć. Dajcie dzieciom cieszyć się na swój własny sposób, a nie taki, jaki pasuje do Waszego ideału!  

A najlepiej przyłączcie się do zabawy i sami też pozjeżdżajcie z górki i cieszcie się zimą, póki jest, tak, jak to robiliście w dzieciństwie. Uśmiech Was i Waszego dziecka murowany!

Autor: Małgorzata Zielińska