Kiedy słyszymy o projektach mobilnościowych, wyjazdach zagranicznych, programach Erasmusowskich, często od razu kojarzą nam się one z wymianami młodzieżowymi. Z energią młodych ludzi, z czymś głośnym, kolorowym, intensywnym, gdzie ciągle coś się dzieje.
Sama kiedyś brałam udział w długoterminowym projekcie w ramach EVS (to jest w ogóle bardzo długa historia, która ostatecznie przyprowadziła mnie do Polski). A czym właściwie jest EVS? Możliwe, że nawet nie znacie tego skrótu, bo jesteście jeszcze „za młodzi” EVS, czyli European Voluntary Service, to również projekty mobilnościowe, które w 2018 roku zostały zastąpione przez Europejski Korpus Solidarności (ESC) – ten pewnie już brzmi bardziej znajomo.
Jako absolwentka takiego programu sprzed lat, miałam ogromną przyjemność znów znaleźć się w tej wyjątkowej atmosferze, znowu za granicą, wśród cudownych, międzynarodowych ludzi. Ten vibe codziennych zajęć i warsztatów, uśmiechy uczestników, przepiękna przyroda i taka naturalna harmonia… Chcesz czy nie chcesz, odcinasz się od swojej codzienności i naprawdę jesteś tu i teraz, w tej „innej rzeczywistości”.
Bardzo doceniam takie doświadczenia. I, jak już pewnie czujecie, to wcale nie jest tylko dla młodych. Dla „trochę bardziej dojrzałych” też jest tu dużo miejsca
Tym razem miałam okazję wziąć udział w szkoleniu CBA (Capacity Building Activity) „Beyond Mobility: Expanding the Impact of Volunteering”, które odbyło się w dniach 16–20.03.2025 w Słowenii, w przepięknej miejscowości Idrija. A jeszcze piękniejsze okazało się miejsce, które nas gościło, MCI / Mladinski Center Idrija. Jak to bywa na takich wyjazdach — międzynarodowa mieszanka: Polska, Bułgaria, Czechy, Finlandia, Norwegia, Grecja, Armenia, Niemcy, Francja. Różne doświadczenia, różne historie, ale jedno nas łączy, wszyscy w jakiś sposób związani z wolontariatem i jego rozwojem.
I właśnie wolontariat był głównym tematem całego szkolenia. Ale nie w takim podstawowym znaczeniu. Bardziej chodziło o to, co dzieje się po. Co zostaje z człowiekiem po projekcie mobilnościowym? Jak wykorzystać ten potencjał dalej? Jak nie zgubić tego „czegoś”, co się w nas uruchamia podczas takich doświadczeń? Rozmawialiśmy o fazach wolontariatu zagranicznego, o jego długofalowym wpływie, o tym jak wspierać osoby, które wracają do swoich krajów i często… nie do końca wiedzą, co zrobić z tym nowym „sobą”. Było dużo rozmów, momentami bardzo głębokich. Dużo inspiracji. I dużo konkretów.
Pracowaliśmy też w mniejszych grupach nad własnymi pomysłami, jak realnie zwiększyć wpływ takich działań. I muszę przyznać, że to jest coś, co uwielbiam najbardziej. Tworzenie, myślenie projektowe, burza mózgów z ludźmi, którzy naprawdę „czują temat”. Razem z Julią z Czech pracowałyśmy nad koncepcją konferencji dla alumni EVS i ESC. I powiem Wam szczerze, wyszło nam naprawdę dobrze. Kto wie… może kiedyś faktycznie Was na nią zaprosimy
Sama Słowenia zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Przyroda — wiadomo. Jedzenie — też. Ale najbardziej chyba ludzie. Tacy spokojni, uporządkowani, trochę cisi, ale bardzo życzliwi i ogarnięci. Czuć tam jakąś naturalną harmonię.
W ramach szkolenia odwiedziliśmy też dwie organizacje w Lublanie: “Zavod Voluntariat” zajmującą się mobilnością wolontariuszy (wysyłanie i przyjmowanie), oraz “Slovenska filantropija”, która działa na poziomie krajowym i rozwija wolontariat lokalny systemowo. I tutaj ciekawostka, która naprawdę mnie zaskoczyła, w Słowenii co dziesiąta osoba jest wolontariuszem. Kraj znajduje się w top 10 w Unii Europejskiej pod względem rozwoju wolontariatu. To daje do myślenia. Dla mnie, pracując na co dzień z migrantami w Łodzi, bardzo wartościowe było też odwiedzenie świetlicy dla migrantów w Lublanie i rozmowy z zespołem. Zawsze dobrze zobaczyć, jak inni pracują, czym się inspirują, jakie mają wyzwania.
No i networking. Trochę modne słowo, ale prawda jest taka, że w dzisiejszym świecie to absolutna podstawa. Jeśli chcesz się rozwijać, iść dalej, robić większe rzeczy, relacje są kluczowe. Wracam z głową pełną pomysłów, z nowymi kontaktami i z takim poczuciem… że to wszystko ma sens.
Jestem bardzo wdzięczna za tę możliwość i za całe doświadczenie. Poziom organizacyjny, zarówno po stronie słoweńskiej, jak i naszej wysyłającej organizacji – naprawdę wysoki. Ogromne podziękowania dla Stowarzyszenia Level Up za zaufanie i możliwość udziału. I dla mojego opiekuna i mentora Kamila Żółkiewicza — za obecność, wsparcie i dobre słowo na każdym etapie tej mobilności. Poczułam się naprawdę zaopiekowana. A to ciekawe uczucie, kiedy na co dzień to Ja jestem tą osobą, która opiekuje się innymi
Gdybym miała zachęcić innych do takich wyjazdów, powiedziałabym bardzo prosto, po prostu warto spróbować. To jest doświadczenie, które trudno porównać do czegokolwiek innego. Trochę wychodzisz ze swojej codzienności, trochę z własnej bańki… i nagle zaczynasz patrzeć szerzej. Na ludzi, na świat, ale też na siebie. I szczerze, polecam to każdemu. Rówieśnikom, młodszym, starszym. Naprawdę nie ma znaczenia, ile masz lat i na jakim etapie życia jesteś. Każdy znajdzie w tym coś dla siebie. Jedni pojadą po inspirację, inni po ludzi, jeszcze inni po chwilę zatrzymania. A czasem wracasz z czymś, czego się w ogóle nie spodziewałaś, i to jest w tym chyba najfajniejsze
Mariia 34 lat, Szkolenie w Idrijii, Beyond mobility expanding the impacts of volunteering)
