6 grudnia, 2025

maks bornsztajn, ślepy maks

Maks Bornsztajn, czyli Ślepy Maks z Bałut

Czy istnieje możliwość przypisania dwóch, zupełnie sprzecznych postaw jednej osobie? Cóż, to zależy od legendy i kto ją opowiada. 

O Maksie Bornsztajnie można znaleźć liczne informacje jako obrońcy, łódzkim “Robin Hoodzie”, czy bohaterze. Z kolei Ślepy Maks zasłynął jako brutalny przestępca, gangster, a nawet postrach Bałut. Fakty natomiast stanowią, że Maks Bornsztajn, znany jako Ślepy Maks, z pewnością zapisał się na kartach historii dawnej Łodzi. 

 

MŁODY, ALE JUŻ GROŹNY

Im dalej sięgamy w głąb historii, tym ciężej jest odnaleźć rzetelne źródło mówiące o życiu Maksa Bornsztajna (też Menachem Bornstein). O jego dzieciństwie wiadomo, że urodził się w Łęczycy w 1890 roku. Pochodził z rodziny żydowskiej, był synem Benjamina i Maszy Bornsztajnów. Przed 1900 rokiem wraz z rodzicami przeprowadził się do Łodzi. Tam pobierał nauki w chederze do czasu kłopotów finansowych, przez które musiał zrezygnować z edukacji. Dalej wychowała go ulica Bałut. 

Na losy młodego Menachema Bornsztajna składają się głównie dwa wydarzenia. Pierwsze, kiedy dziesięcioletni Maks na własne oczy widział, jak Benjamin, jego ojciec, został zakatowany na śmierć! Oprawcami okazali się syn bogatego Żyda o nazwisku Goldberg oraz policjant stójkowy. Obaj kaci doczekali się w późniejszym czasie kary za swoje czyny zadanej przez samego Maksa. 

Drugim wpływowym i kształtującym młodego Bornsztajna wydarzeniem okazało się spotkanie z księdzem Natanem. Ich relacja nawiązała się pod kościołem, kiedy chłopiec żebrał o drobniaki z powodu pogłębionej biedy po śmierci ojca. Maks został zwerbowany przez znanego łódzkiego pasera do szajki parającej się drobnymi kradzieżami. Ksiądz Natan, posiadający niekoniecznie czystą kartotekę, właśnie wtedy wciągnął młodego Bornsztajna do półświatka Bałut. Stanowiło to moment, od którego Natan zaczął przekazywać wiedzę do chłonnego umysłu chłopaka na temat skutecznych grabieży.

 

JEDNOOKI

Pewnego dnia nastoletni Maks natknął się na stójkowego policjanta – kata ojca Bornsztajna. Został pociągnięty przez mężczyznę w kierunku ciemnej bramy, gdzie był okładany oraz kopany. Jeszcze chwila, a Maks zapewne zakończyłby życie podobnie do swojego ojca. Jednakże karty w przeciągu chwili się odwróciły. Policjant został dźgnięty, a kilka sekund później padły strzały. Co zaskakujące, stójkowego ranił nożem przypadkowy chłopiec z ulicy, Staszek Poneta. Strzały padły natomiast od samego Bornsztajna. 

Staszek stał się od tego momentu wiernym przyjacielem Maksa. Ślepego Maksa. Legendy opowiadają, że właśnie w momencie tej bójki najprawdopodobniej stracił oko (chociaż mogło to być jedynie bielmo), zyskując nowe, słynne przezwisko. 

 

NAJWYŻSZY SĘDZIA

Opinie na temat Maksa Bornsztajna niemalże od samego początku były skrajnie różne i niespójne. Pewnym było jednak, że już na pierwszy rzut oka wzbudzał szacunek. Począwszy od jego postury rosłego, postawnego i przystojnego, elegancko odzianego mężczyzny przyciągał wzrok kobiet i mężczyzn. Respekt wzbudzał również swoim opanowaniem i śmiałym spojrzeniem, połączonym z nonszalanckim uśmiechem nawet w czasie rozpraw sądowych (oczywiście z powodu swoich występków).

Wśród żydowskiej warstwy uboższej był szanowany i doceniany. Warstwa ta była mu zresztą dłużna, ale i wdzięczna. Gdy łódzkie sądy i urzędy zawodziły, Ślepy Maks brał sprawy w swoje ręce – „eksmitował, rozwodził, sądził i karał”. Aby to ułatwić, powstało nawet stowarzyszenie „Bratnia Pomoc” w 1928 r. 

Ludzie, którym Maks udzielał pomoc, często nie zastanawiali się nad konsekwencjami za niesiony im ratunek. Jego cenę płacili dopiero później. Ich wybawca bowiem lubował się w transakcjach wymiennych — zwłaszcza w takich, w których osiągał spore zyski. Najłatwiej można to dostrzec w stosowanej dintojrze. 

 

A MOŻE JEDNAK ROBIN HOOD?

Teoretycznie, dintojra powinna stanowić samosąd żydowski według zasad Tory oraz obiektywny sposób rozstrzygania sporów skłóconych stron. Miało się to odbywać poza oficjalnymi, publicznymi sądami działającymi zgodnie z prawem miejscowym. W praktyce — Maks przeobraził dintojrę w narzędzie walki o własne interesy i przyznawanie racji tym, którzy byli w stanie zapłacić więcej. Realnie zatem wartość dla Ślepego Maksa stanowiły weksle. Dopiero po opisaniu problemu Maks decydował czy zaangażowanie w daną sprawę jest opłacalne.

Sądownictwo prowadzone przez Bornsztajna było całkiem wygodne dla policji. W pewnym stopniu była w ten sposób odciążana z zajmowania się porachunkami Żydów, co ograniczało przy okazji rozlewy krwi. Poza tym, łapówki czy korupcja nie były też policji obce.

Kolejnym aspektem, dla którego niektórzy przyznawali mu miano Robin Hooda, była działalność w Biurze Próśb i Podań “Obrona”. Dosłownie, ludzie mogli zgłaszać tam swoje prośby i zażalenia, które Maks dokładnie rozpatrywał i rozwiązywał (oczywiście za odpowiednią opłatą). Ponoć wspaniały Robin Hood potrafił sprawić, że zaginiona rzecz wracała do prawowitego właściciela nawet w kilkanaście godzin. Tak było w przypadku zaginionych skrzypiec Bronisława Hubermana, jednego z najwybitniejszych polskich skrzypków XX wieku. W ramach wdzięczności skrzypek zagrał prywatny koncert w mieszkaniu Bornsztajna.

Sposoby rozwiązywania zgłaszanych problemów natomiast bywały różne — Bornsztajn, co raczej już nie zaskakuje, posuwał się do zastraszania czy też pobić. Czyż nie przypomina to obraz z filmu “Ojciec Chrzestny”, kiedy to boss mafii załatwiał interesy poprzez wykorzystanie swoich ludzi?

 

A CO Z TYM POSTRACHEM BAŁUT?

Mimo swojej “dobroczynnej” działalności Ślepy Maks na swoim koncie posiada niejedno odebrane życie. Najprawdopodobniej pierwszą ofiarą był stójkowy policjant, ale warto wspomnieć jeszcze o dwóch osobistościach. 

Pierwszą z nich jest ponownie Aron Goldberg, zabójca ojca Maksa. Przebiegły Bornsztajn wkradł się w łaski bogacza głównie poprzez spalenie konkurencyjnego przedsiębiorstwa Zielonki. Przekonany do współpracy Aron oddał Maksowi swoją córkę. Niedługo potem zostały ogłoszone zaślubiny, ślub oraz huczne, wystawne wesele. W jego czasie Bornsztajn wpuścił żebraków, którzy spowodowali chaos na sali, rzucając się na resztki jedzenia początkowo suto zastawionych stołów. Wpadli również kompani Maksa. I to właśnie wtedy Goldberg doczekał się swojej kary, kiedy jeden z kompanów zadał śmiertelny cios w akompaniamencie grającej orkiestry. 

Kolejną istotną postacią był Srul Kalma Balberman – drugi najważniejszy członek Bratniej Pomocy. Między mężczyznami doszło do kłótni, zapewne o porachunki. Kłótnia natomiast przerodziła się w bijatykę, a ostatecznie – w użycie broni. Srul zginął postrzelony, a Maks uniewinniony. Proces łódzkiego Ala Capone z wielkim zainteresowaniem bacznie śledziły całe Bałuty, kiedy Sąd wydawał orzeczenie, że (nie)winny działał w obronie własnej. 

Za tzw. back-up Ślepego Maksa często służył inspektor Nosek. Osoba, która powinna dbać o prawo i porządek, a tak naprawdę niejednokrotnie odwodziła Wydział Śledczy od występków Bornsztajna. Nosek, co oczywiste, korzystał na tym, czy to w postaci biżuterii, wódki czy zdobywania pewnych informacji. 

 

JEDEN NIEWŁAŚCIWY KROK

Maks to określenie sprytu i przebiegłości. Rozległe kontakty, układy czy „dobre” uczynki mimo to nie uchroniły bałuckiego gangstera przed odpowiedzialnością. Karma w końcu odnalazła swojego właściciela. Nie wszyscy sprzyjali Bornsztajnowi, a co więcej, szli z nim na otwartą wojnę. Szczególnymi przeciwnikami byli nadkomisarz Weyer oraz komendant Elesser-Niedzielski. Zaczęło się od rozwiązania biura Obrona, co Maks przyjął jako ujmę na honorze oraz impuls do skompromitowania funkcjonariusza policji.

Ślepy Maks napisał zatem parę anonimowych, ale hańbiących listów. I było to gwoździem do trumny dla Bornsztajna. Oficer połączył fakty i dotarł do adresata listów. Nie tylko listy jednak zapewniły upadek Ala Capone z Bałut. Na komisariat od dłuższego czasu trafiały liczne oskarżenia, zajmujące sto stron maszynopisu. 

 

NIECH ZE SPRAWIEDLIWOŚCI STANIE SIĘ ZADOŚĆ

W 1935 roku rozpoczął się proces. Tym razem Maksowi Bornsztajnowi daleko było do budzącego postrach i podziw eleganckiemu mężczyźnie. Ziemista cera oraz zapadnięte policzki wyraźnie rzucały się w oczy. Był to okres, w którym Maks był odosobniony. Żadne kontakty ani żadna wcześniejsza pomoc potrzebującym go nie wyratowała. Liczni świadkowie oraz ogrom zarzutów przyczyniły się do skazania Ślepego Maksa na 5 lat więzienia. 

 

DALSZE I KOŃCOWE LOSY

Niedługo po opuszczeniu więzienia Menachem Bornsztajn przedostał się przez Rosję do Kazachstanu z powodu ciążącej groźby dla Żydów ze strony Hitlera. Rozniosła się nawet pogłoska o jego śmierci, choć fałszywa. Wrócił do swojej ukochanej Łodzi w 1946 roku. Według oficjalnych źródeł pracował w odzieżowej Spółdzielni Pracy im. J. Lewartowskiego w Łodzi jako portier. Według mniej oficjalnych źródeł – miał własną tkalnię oraz handlował złotem w łódzkim “Grand Hotelu”.

Ślepy Maks ku końcowi żył spokojnie. Istnieje możliwość, że wykładał na “uniwersytecie” bądź odkopał ukryte niegdyś dolary, przez co nie musiał się przejmować swoim utrzymaniem. Jego historia ma swój koniec 18 maja 1960 roku, lecz zdecydowanie nie legendy. Legendy o Maksie Bornsztajnie lub – jak niektórzy preferują – Ślepym Maksie – żyją do dziś.

Autorka: Paulina Kowalska

 

ŹRÓDŁA:

1. Remigiusz Piotrowski, Ślepy Maks: historia łódzkiego Ala Capone, Łódź: Księży Młyn, 2013.

2. https://artmundus.pl/historie-gangsterskie/slepy-maks-legendarny-lodzki-gangster/