3 grudnia, 2025
Łódź została zbudowana na przemyśle włókienniczym – ten zaś na pracy kobiet
W drugiej połowie XIX wieku Łódź była najdynamiczniej rozwijającym się miastem Królestwa Polskiego. Tempo rozwoju przemysłu było niezwykle szybkie, a zdecydowanie dominował w nim sektor włókienniczy, obejmujący produkcję bawełnianą (ok. 50%) oraz wełnianą. Wśród wielu czynników, które złożyły się na sukces miasta, istotną rolę odegrał wysoki wskaźnik zatrudnienia kobiet.
Jak wyglądały realia pracy w przemyśle włókniarskim?
Na porządku dziennym było obsługiwanie dwóch maszyn jednocześnie. Sytuacja zmieniła się w 1947 roku, kiedy jedną pracownicę zaczęto obciążać kilkoma maszynami naraz. Doprowadziło to do protestów kobiet, m.in. w zakładach włókienniczych, gdzie atmosfera była napięta, a drobne incydenty – jak popchnięcie pracownicy – potrafiły eskalować konflikt. Znane są przypadki, gdy kilkanaście kobiet upozorowało omdlenia, co wzmocniło przekaz strajku.
Choć w mieście krążyły plotki o rzekomych ofiarach śmiertelnych, protesty nie przełożyły się na poprawę warunków pracy. Pracownice były tak obciążone obsługiwaniem maszyn, że nie miały nawet przerw na posiłek – jadły, nie odchodząc od krosien. Zarobki również nie rekompensowały ogromnego wysiłku. Wynagrodzenia były tak niskie, że cebulę wkładaną do kanapek określano ironicznie jako „żeberka”.
Po zakończeniu II wojny światowej w łódzkich zakładach tekstylnych na stałe wprowadzono system trzyzmianowy. W przeciwieństwie do przemysłu ciężkiego, gdzie najtrudniejsze prace skracano do czterech sześciogodzinnych zmian, a wynagrodzenia były wyższe, włókniarki pracowały pełne osiem godzin na każdej zmianie. Po wyjściu z fabryki niewiele z nich mogło odpocząć – w domu czekały na nie kolejne obowiązki. To kobiety zajmowały się zdobywaniem żywności, prowadzeniem gospodarstwa i opieką nad dziećmi, co w praktyce oznaczało drugi, niepłatny etat.
Aleja włókniarzy?
Podczas spotkania z autorką książki „Aleja włókniarek”, Martą Madejską, pisarka wyjaśniała swoją niechęć do silnie „męskiej” nazwy „Aleja Włókniarzy”. Choć łódzki przemysł tekstylny był silnie sfeminizowany, nazwa ulicy „Aleja Włókniarzy” jest poprawna gramatycznie – jednak, jak podkreśla Madejska, „potocznie mówiło się raczej o włókniarkach”. Nie zmienia to faktu, że autorka ma poczucie, iż kobietom pracującym w tym przemyśle odebrano należną widoczność.
Łódzkie włókniarki zaczęto dostrzegać dopiero w okresie PRL-u, choć ówczesna propaganda wykorzystywała ich wizerunek do własnych celów. Prawdziwym problemem okazało się masowe bezrobocie włókniarek po przemianach 1989 roku. W świadomości społecznej zapisały się więc głównie jako symbol minionego ustroju, mimo że to one przez dekady budowały potęgę miasta
Podsumowanie
Praca w zakładach przemysłu bawełnianego nigdy nie wiązała się z komfortowymi warunkami. Wynagrodzenia kobiet były niskie, a historia potraktowała je niewdzięcznie. Dlatego warto dziś pamiętać o łódzkich włókniarkach z szacunkiem i wdzięcznością za ich wysiłek.
Autorka: Anna Górna
Wpis powstał w ramach projektu ” Odkryj Łódź”, zapraszamy do zapoznania się z wpisami dotyczącymi m.in. dlaczego Łódź nazywa się Łódź?, sławnych łodzian i łodzianek, willi i pałacy w Łodzi, Łodzi fabrykanckiej, rewitalizacji budynków pofabrycznych, intrygujących kamienic oraz o historii przemysłu włókienniczego w Łodzi.
linki:
https://baedekerlodz.blogspot.com/2014/09/kobiety-w-wielkoprzemysowej-odzi-i.html
https://uml.lodz.pl/aktualnosci/artykul/spotkanie-z-marta-madejska-autorka-ksiazki-aleja-wlokniarek-id26413/2019/03/5/
https://wladzasadzenia.pl/2016/9/lodzianki-ktore-zadnej-pracy-sie-nie-baly-proba-ocalenia-herstorii-codziennosci.pdf
https://dzieje.pl/ksiazki/aleja-wlokniarek
