Grupa ludzi w lesie

Bardzo ciężko jest zaplanować wszystko co do minuty…

Ciężko jest też generalnie coś zaplanować, gdy zbiorą się cztery osoby, które specjalnie planowaniem się nie przejmują. I być może dla niektórych zabrzmi to niedorzecznie, ale właśnie tak rozpoczęła się nasza podróż – byle do przodu i byle w stronę kolejnych (nieprzewidzianych!) przygód.

Gdy teraz, już trochę czasu po naszej wyprawie, myślę o całej tej podróży mogę się jedynie uśmiechać od ucha do ucha. To jakie fantastyczne miejsca widziałyśmy, to ile kuchni spróbowałyśmy, to ile miałyśmy szczęścia do ludzi na naszej drodze i to jak niezwykle dobrze byłyśmy się w stanie dogadać jak na absolutnie losowe współtowarzyszki podróży – to wręcz niepojęte. Każda przeciwność losu była przez nas witana jak stary kumpel, bo prawdę mówiąc, przez te 14 dni do nich przywykłyśmy. I to wciąż piękne, bo obronną ręką wyszłyśmy z każdej takiej sytuacji. Potencjalne pluskwy? Co to dla nas, szybka, nocna deratyzacja i lecimy dalej. Zmasowany atak oliwy z oliwek tuż przed nocnym pociągiem? Ręczne pranie i suszenie przed dworcem to nie problem dla czterech osób. Nieistniejące skrzynki na bagaże? Zostawimy plecaki w restauracji, na jedno wyjdzie. Choroba? Przecież dogadamy się w hiszpańskiej aptece, choćby i na migi. Zapomniałyśmy zarezerwować bilety do Luwru? E tam, możemy obejrzeć film o hodowcach drobiu w mieszkaniu, kultura to kultura. Ukrop z nieba? No dobra, tu musiałyśmy dać za wygraną, ale czasu nie marnowałyśmy – przecież to idealna okazja, żeby nadrobić zaległości z tego co działo się w naszych domach i internecie, gdy my podbijałyśmy świat. Pokonał nas tylko uliczny magik w Brukseli, ale akurat to była najprawdziwsza czarna magia.

Na każdym kroku los stawiał mi na drodze dobrych ludzi. Zaczynając od Polaka, który wskazywał nam z uśmiechem drogę do najlepszego kebaba w Kolonii, poprzez przemiłego Roberto z Brukseli, którego gościnność była w naszych myślach do ostatniego dnia wyjazdu, przez serbskiego ankietera w Luksemburgu i fantastycznego kierowcę kolejki w Giverny, którego z pewnością odwiedzimy, gdy tylko zawędrujemy z powrotem w tamte rejony. Szybka przerwa w Barcelonie zaowocowała poznaniem kelnera w lokalnej knajpce, który był miłą odskocznią po wielogodzinnej podróży z Paryża. Włochy pozwoliły mi spotkać się ze swoim najlepszym przyjacielem, Eugenio, który zabrał nas na wycieczkę do Sirmione i postarał się o jak najlepsze przedstawienie swojego kraju – mogę być nieco nieobiektywna, ale nie bez przyczyny się z nim przyjaźnię. Werona przypomniała mi też, że nie chodzi tylko o ludzi z zewnątrz – dawno nie miałam poczucia takiej wspólnoty, jak wtedy gdy moja oliwa odmówiła współpracy. Po wyczerpujących dniach pełnych przygód w tamtym momencie miałam ochotę się zwyczajnie poddać. Ale właśnie wtedy Zuzia, Oliwia i Martyna przypomniały mi, że jesteśmy teamem. Mimo, że byłam liderką, gdy to ja potrzebowałam pomocy z ich strony nie zawahały się ani chwili. Razem zajęłyśmy się opanowaniem sytuacji, wyrabiając się perfekcyjnie przed przyjazdem naszego nocnego pociągu (na który nie chciała nam zadziałać rezerwacja, ale to już nawet nie robiło na nas wrażenia). Te wszystkie osoby stworzyły w moich oczach podróż nie z tej ziemi. Już zawsze będę pamiętać wizytę w Cafe Belga, przepiękne obrazy Monet’a, monumentalną katedrę w Kolonii, godziny śmiechu z absolutnie głupiutkich rzeczy, które były dla nas szczytami komedii. Do końca życia będę niosła ze sobą nauki, które wyciągnęłam z tej podróży i współdzielenia kawałka swojej historii z trzema innymi literami MOZO. Bo może i MOZO, ale nie MOZOlnie 😊

Ponadto popełniłabym faux pas nie wspominając o fachowej pomocy ze strony Level Up. Od pierwszego wysłanego maila, przez rzeczowe rozmowy, gdy napotkałyśmy problemy, do tony cierpliwości, gdy potrzebowałyśmy przedłużyć jakieś terminy. Jestem niesamowicie szczęśliwa że dostałam możliwość udziału w projekcie Europe Express, bo wpływa to nie tylko na mój rozwój personalny, ale też na mój profil zawodowy, a nawet akademicki – moja praca licencjacka na temat projektów Europejskich i szans, które dają młodzieży będzie dzięki temu dużo bogatsza. Nie wiem czy śmiałabym prosić o cokolwiek więcej, czuję, że dostałam pełen pakiet i nie mogłabym być bardziej wdzięczna.

Ola, 24 lata, Europe Express, Discover EU

Dwie dziewczyny machające do kamery

Wyjazd był dla mnie wyjątkowym doświadczeniem, które pozwoliło mi nie tylko poznać wiele nowych osób, ale także lepiej zrozumieć samą siebie…

Nauczyłam się dostosowywać do grupy, czerpać radość ze wspólnego spędzania czasu i doceniać chwile, nawet jeśli nie zawsze były zgodne z moimi indywidualnymi wyborami. Trudnością okazało się utrzymywanie kontaktu z bliskimi podczas ciągłej podróży oraz konieczność dopasowania się do planu grupy, ale dzięki temu zdobyłam cenną umiejętność elastyczności.

Podczas projektu spotkałam wielu ciekawych ludzi, także takich, którzy mieli związki z Polską – na przykład Hiszpankę z dziadkiem Polakiem czy Francuza, którego dziewczyna pochodziła z Polski. To było dla mnie zaskakujące i bardzo inspirujące. W Paryżu nie spodobało mi się, że ludzie byli raczej niemili, za to w Hiszpanii czułam się bardzo dobrze, a we Włoszech szczególnie polubiłam atmosferę i styl życia, mimo że zdarzały się tam nieoczekiwane sytuacje – jak np. bójka dwóch pań w pociągu.

Kuchnia w poszczególnych krajach była ciekawym doświadczeniem, a lokalni ludzie często zaskakiwali otwartością. Organizatorzy LEVEL UP dobrze zadbali o nasz komfort, zapewniając wsparcie zarówno przed, w trakcie, jak i po wymianie. Jestem im za to bardzo wdzięczna, podobnie jak całej grupie, z którą mogłam dzielić te przygody.

Najzabawniejszą sytuacją, którą szczególnie zapamiętam, była ta, gdy podczas odpluskwiania rzeczy spałyśmy na podłodze w samych strojach kąpielowych i mimo trudnych warunków potrafiłyśmy się z tego śmiać. To pokazuje, że nawet w najcięższych i najbardziej stresujących chwilach znajdowaliśmy powody do radości.

Jestem ogromnie wdzięczna za to, że miałam możliwość wzięcia udziału w tym projekcie, za ludzi, których spotkałam, i za doświadczenia, które mnie wzbogaciły. Chciałabym podziękować zarówno organizatorom, jak i całej grupie – bo to właśnie oni sprawili, że ten wyjazd był tak wyjątkowy. Na pewno chciałabym jeszcze raz przeżyć coś podobnego w przyszłości.

Zdecydowanie polecam takie wyjazdy swoim rówieśnikom, ponieważ są one nie tylko okazją do zobaczenia świata, ale przede wszystkim do poznania siebie i innych ludzi. Dzięki takim doświadczeniom uczymy się otwartości, elastyczności i współpracy w grupie, a także przełamujemy bariery językowe i kulturowe. Podróżowanie w ramach projektów międzynarodowych daje szansę na nawiązanie przyjaźni z osobami z różnych krajów, co jest niesamowicie inspirujące i poszerza horyzonty. To także przygoda pełna zabawnych sytuacji, wspólnych wspomnień i niezapomnianych chwil, które zostają na całe życie. Dlatego warto się odważyć i spróbować – nawet jeśli na początku wydaje się to trudne czy stresujące.

Zuzanna, 18 lat, Europe Express, Discover EU

Dwie dziewczyny machające do kamery

Podczas podróży bardzo dużo się zmieniło…

Poznałam swoje wyniki matur, które strasznie mnie rozczarowały, dowiedziałam się o niezakwalifikowaniu na wymarzony kierunek, jakim był dla mnie lekarski, ale ostatecznie także o przyjęciu na psychologię. W tych wszystkich chwilach – zarówno lepszych, jak i tragicznych – mogłam zawsze liczyć na moje wspaniałe towarzyszki podróży, dziewczyny, które zostały przydzielone do mojej grupy.

Z projektu wyniosłam niesamowicie dużo – znajomości, które przerodziły się w przyjaźnie mimo licznych różnic w charakterach i sposobie podejścia do życia, świadomość, że nieważne, jak zła wydaje się sytuacja, to zawsze jest jakieś wyjście, a także nowe przeżycia i doświadczenia, które zostaną ze mną na całe życie i które będę opowiadać następnym pokoleniom. Dzięki temu wszystkiemu naprawdę bardzo dużo się nauczyłam – szczególnie o sobie i sile swojego charakteru. Nauczyłam się również planowania i organizacji trasy wyprawy oraz poprawiłam swoją umiejętność orientacji przestrzennej. Uważam też, że całe doświadczenie niesamowicie otworzyło mnie na innych ludzi i poszerzyło horyzonty.

Miałam ogromną przyjemność spotkać wiele osób – poczynając od moich towarzyszek, z którymi czułam się, jakbyśmy znały się od lat, aż po ludzi poznanych w drodze: kochanego pana od ciuchci w Giverny, Włocha Eugenio czy innych otwartych podróżników na dworcach.

W różnych krajach bardzo zaskoczyły mnie odmienne podejścia do turystów. W Paryżu można poczuć się absolutnie niechcianym praktycznie w każdej restauracji, podczas gdy we Włoszech kelnerzy zawsze witali nas z otwartymi ramionami i uśmiechem na twarzy. Inną, bardzo zaskakującą rzeczą, był wygląd i sposób funkcjonowania dworców oraz to, z jaką dokładnością w Hiszpanii prowadzone są na nich kontrole (dokładniej niż na lotniskach).

Za kuchnią – szczególnie francuską i włoską – będę tęsknić chyba przez najbliższe lata. Gdy jest mi smutno, często wspominam tamtejsze mule czy ośmiorniczki z hiszpańskiego targu. Lokalni ludzie bardzo różnie do nas podchodzili – podczas gdy Hiszpanie chętnie pomagali nam szlifować język przy składaniu zamówienia, francuski kelner ostentacyjnie zablokował nam przejście po skończonym posiłku i braku napiwku.

Organizacja LEVEL UP jest naprawdę godna polecenia – w sytuacjach kryzysowych zawsze mogłyśmy liczyć na wsparcie, dobrą radę lub po prostu otuchę. Wszystko przebiegło dzięki nim bardzo sprawnie i profesjonalnie. 

Jak się okazało, największą barierę stanowił dla mnie dotychczasowy tryb życia – przed wyjazdem nigdy nie zdarzyło mi się spać w hostelach czy innych „trudnych” warunkach. Ta nowa sytuacja w pewnym momencie dość istotnie wpłynęła na mój komfort i poczucie bezpieczeństwa, jednak dzięki wsparciu dziewczyn i mojej otwartości udało mi się to przezwyciężyć, przywyknąć do nowej rzeczywistości, a nawet się nią cieszyć.

Szczerze mówiąc, jestem NIESAMOWICIE wdzięczna, że to właśnie mnie spotkała taka okazja. Mam świadomość, że sama raczej na pewno nie przeznaczyłabym tak dużej sumy na wyjazd, w jakim miałam przyjemność uczestniczyć. To naprawdę ogromna szansa, która bez tego projektu nie miałaby racji bytu. Jestem też niesamowicie wdzięczna za ludzi poznanych w drodze – zarówno za moje dziewczyny, jak i za wszystkich innych, bo każdy czegoś mnie nauczył.

Na długo zapamiętam moment, gdy na dworcu w Weronie Oli pękła butelka oliwy w plecaku i musiałyśmy brać po kilka rzeczy, by chodzić z nimi do zlewu w toalecie na dworcu. Na pewno też nie zapomnę min pań sprzątających, gdy nas z tym zobaczyły.

Zarówno przed wyjazdem (coaching), jak i w trakcie oraz po zakończeniu projektu, zawsze mogłyśmy liczyć na wsparcie ze strony LEVEL UP. Przygotowanie było rzeczowe i naprawdę nam pomogło, wymagania oraz zadania – ciekawe i jasno określone, a wsparcie udzielane zawsze wtedy, gdy było potrzebne. Gdyby nie tak dobra organizacja, wyjazd z pewnością wspominałabym znacznie gorzej.

Niesamowicie chciałabym podziękować LEVEL UP za wszystko – za szansę, za ilość włożonej pracy, zrozumienie, wsparcie i dobre dobranie grupy, bo zrobili wszystko na złoty medal. Na podziękowania zasługują także moje kochane dziewczyny, bo bez nich ten wyjazd nie byłby taki sam. Naprawdę mam nadzieję, że ta przyjaźń – mimo tylu różnic – przetrwa (a wszystko wskazuje na to, że tak).

Martyna, 18 lat, Europe Express, Discover EU

Dwie dziewczyny machające do kamery

Wyjazd ten był dla mnie niezwykle wartościowym doświadczeniem

Nauczyłam się planowania podróży w grupie, współpracy z innymi osobami oraz elastyczności w dostosowywaniu się do zmieniających się sytuacji. Każdy dzień stawiał przed nami nowe wyzwania, a ja przekonałam się, że potrafię poradzić sobie w trudnych okolicznościach, nawet wtedy, gdy coś nie przebiegało zgodnie z planem.

Największym zaskoczeniem podczas wyjazdu była dla mnie różnorodność kultur i tradycji w krajach, które odwiedziliśmy. W każdym państwie odkrywaliśmy coś zupełnie innego – od smaków lokalnej kuchni po zwyczaje mieszkańców. Miałam okazję spróbować wielu tradycyjnych potraw, które na długo zapadną mi w pamięć.

Jedną z barier, którą musiałam pokonać, było porozumiewanie się w języku obcym w codziennych sytuacjach. Początkowo było to dla mnie stresujące, ale z czasem zaczęłam czuć się coraz pewniej i traktować to jako okazję do nauki.

Uważam, że taki projekt to niesamowita okazja, aby poszerzyć horyzonty, poznać innych ludzi i sprawdzić siebie w zupełnie nowych sytuacjach.

Oliwia, 18 lat, Europe Express, Discover EU

Dwie dziewczyny machające do kamery