Nowy Rok –
nowa ja?

Autor: Hanna Goska

Autor grafiki: Hanna Goska

Nadchodzi Nowy Rok, tym razem szczególnie wyczekiwany przez wszystkich. Nie ma chyba osoby, która nie miałaby dość bieżącego roku, w trzech czwartych spędzonego w domach, w izolacji. Jesteśmy już zmęczeni niekończącym się noszeniem maseczek, zdalnym nauczaniem, niemożnością korzystania ze służby zdrowia. Koniec roku sprzyja różnego rodzaju podsumowaniom i wiele z nas będzie na pewno takie tworzyć. Z całą pewnością, mimo pandemii, na naszych listach znajdą się jednak pewne sukcesy, udane wyprawy, nawet te w najbliższe okolice, czas spędzony z bliskimi, możliwość pracy w domu, co dla wielu osób okazało się miłym wytchnieniem od rutyny zawodowej. Zazwyczaj oprócz podsumowań każda z nas z entuzjazmem i nadzieją patrzy w przyszłość. 

Nowy Rok to magiczny moment, który ma symbolizować przełom w naszym życiu. Jesteśmy pełne energii i gotowe, by zmieniać siebie i świat na lepsze. Ileż to notatników zostało zapisanych wspaniałymi postanowieniami na nowy rok! Jeszcze olśnione sylwestrowymi fajerwerkami, obiecujemy sobie zacząć naukę języków obcych, przerobić kurs sushi, zapisać się na kurs jogi i wykupić roczny karnet na siłownię.  Drugiego stycznia, kiedy minie noworoczne zmęczenie, zasiadamy więc do komputera, by zamówić komplet podręczników do francuskiego, zestaw do domowego wyrobu japońskich przysmaków, a następnie spędzamy dwa wieczory na szukaniu stroju do jogi, miotając się między wyborem Nike a Adidasa. Przez to nieomal zasypiamy na  drugi dzień do pracy, bo na przeglądaniu ofert zeszło nam do 2 w nocy a tu jeszcze decyzja wyboru siłowni wciąż czeka na podjęcie. Kolejne wieczory zajmiemy sobie porównywaniem ofert, w efekcie wybieramy tę na drugim końcu osiedla, bo dzięki temu  idąc na ćwiczenia zrobimy od razu 10000 kroków. A przecież 10 tys. kroków to propozycja dla „miękiszonów”, my zakładamy od razu 20 tysięcy. Plus godzinka ćwiczeń. W sam raz, by poprawić formę i być gotową na ewentualny urlop, gdyby pandemia postanowiła jednak nas opuścić. Plus joga 2x tygodniu. 

Powoli zapełniamy swój grafik na drugi tydzień stycznia, bo pierwszy minął nam przed ekranem komputera na przeszukiwaniu internetu. Zatem od poniedziałku do piątku po pracy kilka kilometrów marszu plus godzina na siłowni lub na jodze. We wtorek i czwartek francuski. W piątki będą spotkania z przyjaciółmi przy własnoręcznie zrobionym sushi. W sobotę oczywiście siłownia o 8, bo koniec z marnowaniem czasu i wylegiwaniem łóżku! Do dzieła! Po tygodniu wszystko gra, co prawda z tym sushi to jakoś na razie nie chce wyjść, no ale to dopiero pierwsza lekcja! Niewyspanie i zmęczenie po całym tygodniu daje o sobie znać, ale przecież nie będziemy wymiękać! Siłownia z rana doda energii każdemu! Ani się obejrzymy, a tu już koniec stycznia. Na siłownię udało się w tym tygodniu wybrać tylko raz, w dodatku samochodem, ale wszystko przez to, że jakoś dużo obowiązków w pracy. A skoro ćwiczymy już od miesiąca, to chyba raz w tygodniu możemy zamówić pizzę, zamiast znowu mocować się z pałeczkami? Francuski jednak jest trudny, ta wymowa… może jednak lepszy byłby hiszpański? Trzeba się pouczyć, nadrobię w sobotę…. Niee, muszę się wreszcie wyspać. Dość tego katowania się! 

Jeżeli za każdym razem  tak wygląda Wasz system realizowania postanowień noworocznych, to koniecznie postanówcie sobie w tym roku jedno: moje postanowienia będą realne i na miarę moich możliwości! Jeśli uda mi się poćwiczyć raz w tygodniu, zawsze zdążę podnieść sobie poprzeczkę i w następnym miesiącu wybrać się dwa razy. Jeśli nauka to może z koleżanką, łatwiej się wzajemnie motywować? I nie wydawaj całej pensji na swoje plany, zacznij z tym co masz, a jeśli naprawdę się w coś wciągniesz, przyjdzie czas na zakup materiałów i sprzętu z wyższej półki. W tym roku postanawiamy: unikam rozczarowań, dbam o siebie i swój dobrostan. To podstawa dobrego samopoczucia, czego wszystkim życzę na nowy rok!

Autor tekstu: Małgorzata Zielińska