Zostawanie po godzinach na angielski, jazda busem na korepetycje późnym popołudniem czy wkuwanie formułek – dla wielu z urodzonych w latach 90. i później tak wyglądała nauka angielskiego, często z przykrej konieczności, czasem z chęci i przekonania rodziców, że angielski stanowi przepustkę do dobrej pracy i zwiedzania świata. Nic więc dziwnego, że większość rodziców chce oszczędzić powyższych atrakcji swoim dzieciom i wprowadzić im język angielski w domu, czasem jako pierwszy język, nie będąc często świadomymi, że mimo licznych zalet, jakie może przynieść dwujęzyczność zamierzona (nienatywna), kryją się za nią także wyzwania i pułapki.

Samą dwujęzyczność można zdefiniować jako spektrum. Ciężko bowiem określić, od jakiego momentu możemy o niej mówić; czy od chwili opanowania dwóch języków w stopniu odpowiadającym umiejętnościom native speakerów, czy może już wtedy, gdy poznajemy drugi język w młodym wieku? Ale czy biegłe władanie drugim językiem od sześćdziesiątki wyklucza z grona osób dwujęzycznych? Absolutnie nie. Do grona dwujęzycznych trzeba zaliczyć i tych, którzy po prostu drugiego języka się uczą. I przynosi to szereg korzyści – od dłuższego okresu wysokiego poziomu neuroplastyczności u dzieci, przez pozytywny wpływ na zdolności poznawcze, po opóźnienie wystąpienia pierwszych objawów demencji, np. choroby Alzheimera. 

Na ogół preferuje się, aby rodzice mówili do dzieci w swoim języku ojczystym, nawet jeżeli oboje są innej narodowości. Dlaczego? Język natywny, to ten język, w którym poznawaliśmy świat, bywa, że pozostaje językiem naszych uczuć i emocji, dlatego łatwiej jest używać go w kontakcie z dzieckiem. Niezwykle ważna jest więc swoboda wyrażania myśli i uczuć w tym języku, który zamierzamy wprowadzić. Pomaga również znajomość prostych, nieskomplikowanych struktur, często powtarzalnych, na jakich opiera się komunikacja na początku nauki języka dziecka. Warto przy wprowadzaniu dwujęzyczności uzbroić się w liczne pomoce i zgromadzić zasoby, dzięki którym dziecko będzie otoczone implementowanym językiem – to na dalszych etapach może być pomocne również w kształtowaniu się poprawnej wymowy i korygowaniu nieuniknionych błędów powielanych po rodzicach niebędących native speakerami. Ponadto trzeba uzbroić się w cierpliwość, bo dzieci mogą dłużej uczyć się języka, dwa będą przekazywane jednocześnie, a także przez jakiś czas mieszać składnię czy słowa.

Schemat Montessori zakłada, że dzieci najbardziej wrażliwe na nabywanie umiejętności mowy są między 7 miesiącem a 3 rokiem życia.  Współczesna nauka wyróżniła kilka okresów krytycznych, nazywanych sensytywnymi, podczas których zachodzą zjawiska ułatwiające nabycie odpowiednich umiejętności. I tak zdaniem Fernanda Coromiasa „dziecko między pierwszym a czwartym rokiem życia jest w stanie nauczyć się języka ojczystego albo kilku języków bez wysiłku, z największą naturalnością, ponieważ znajduje się w okresie sensytywnym związanym z mową. Kiedy wszystkie jego zmysły predysponują je do zdobycia tej funkcji, uczy się mimowolnie, jak w zabawie “. Warto wykorzystać ten okres mądrze, ale co najważniejsze bez przymusu, przekonaniem o słuszności decyzji wprowadzania dwujęzyczności oraz cierpliwością do własnych błędów i tempa rozwoju dziecka. 

Źródła: Mirek, „Dwujęzyczność w świetle badań nad mózgiem”, Craik Freedman, „Delaying the onset of Alzheimer disease. Bilingualism as a form of cognitive reserve” Bialystok, https://bilingual-babies.com/.

Autor tekstu: Martyna Pałys