Czyń drugiemu, co Tobie miłe

Autor: Hanna Goska

Czekasz na to przez 10 długich miesięcy. Tyrasz, wyrabiasz nadgodziny, spełniasz 3 życzenia szefa niczym złota rybka, wszystko po to, by doczekać się wreszcie upragnionego urlopu. Oczami wyobraźni już widzimy, jak w ciszy i spokoju oddajemy się swoim ulubionym zajęciom, ciesząc się każdą chwilą spędzoną z dala od domu i szarej rzeczywistości. Tyle ideał. A jak nasz urlop wygląda w rzeczywistości? No cóż, wiele zależy od tego, na kogo natrafimy w naszych wojażach. Niestety, spotkane w podróży towarzystwo bardzo często zamienia wymarzony urlop w koszmar, a my po paru dniach zastanawiamy się, czy warto było płacić tak zwaną kupę forsy za coś, co zupełnie nie spełnia naszych oczekiwań. Oczywiście, wśród naszej nacji nie brakuje wiecznych narzekaczy, którzy w każdym miejscu znajdą coś, co im psuje urlop – a to ręcznik za twardy, a to w zupie za dużo zieleniny, a to wiał wiatr i w morzu tworzyły się za wysokie. O ile większość potrafi zignorować drobne niedogodności, o tyle problem powstaje, gdy wśród wakacyjnych urlopowiczów spotykamy osoby, które potrafią całkowicie zepsuć atmosferę i humor współtowarzyszy.

Oto kilka przykładów, jak nieliczenie się z innymi może doprowadzić Bogu ducha winnych letników do białej gorączki.

Urlopowa przygoda zazwyczaj zaczyna się podróżą, a zatem wątpliwe przyjemności mogą nas spotkać już na trasie. Może się zdarzyć, że niczym Adaś Miauczyński w Dniu Świra, przyciągniemy do siebie kogoś, dzięki komu możemy zapomnieć o spokojnej podróży. Rodzina z dziećmi czy pani z psem wcale nie musi jednak oznaczać tragedii. Wystarczy po prostu odrobina empatii – dziecko ma prawo się nudzić, płakać, narzekać. Od rodzica zależy, czy maluch zostanie na tyle zaopiekowany, że da żyć sobie, rodzicom i współpasażerom. To w większości przypadków nie wymaga nadludzkiego wysiłku, ale trzeba się przygotować, zabrać gry, kredki, czy ulubioną bajkę. Spotkałam kiedyś w swoich podróżach z ukochanych Tatr do Warszawy fantastyczną mamę z dwójką dzieci. Dzieciaki w ogóle nie marudziły, a o dziwo nie miały też wcale nosów utkwionych w komórkach. Mama znalazła inny sposób- zaczęła bawić się z młodymi w różne gry – zaczęło się od słów na daną literkę, później wypatrywania podanych obiektów za oknem a nawet liczenia w pamięci. Dzieciaki naprawdę się dobrze bawiły a współpasażerowie również – nawet udało nam się przyłączyć do gry.

Czy docierając na miejsce, osiągniemy wreszcie wymarzony święty spokój? Jakie pseudoatrakcje mogą nas spotkać na miejscu? Powiedzmy sobie szczerze – dla niepalących prawdziwym utrapieniem mogą stać się palacze. Jeden z moich wyjazdów nad morze nie należał do udanych, choć babski wyjazd zapowiadał się przyjemnie. Niestety, na plaży znajome poczuły chyba za dużą dawkę świeżego powietrza, bo postanowiły je natychmiast zatruć swoim nałogiem. Gdy jedna kończyła swojego pecika, zaczynała druga. Starannie pilnowały tego systemu – aby nie daj Boże nie powstała jakaś luka w harmonogramie zadymiania otoczenia. Jedynym wyjściem okazało się ustąpienie i odsuwanie się jak najdalej od palaczek, ale sami wiecie, jak to z wolnym miejscem na polskich plażach w sezonie.

Myślicie, że w górach nie czają się palacze? Ooo, to duży błąd. Niestety, palacz uważa, że jego prawo do nałogu jest ważniejsze, niż moje prawo do niewdychania jego dymu. Siadamy sobie przy stole przed schroniskiem, żeby w spokoju zjeść kanapkę. Nie mija parę chwil a już palacz wypatrzył wolne miejsce, czym prędzej więc dosiada się i… zaczyna rozkoszować się cudownym, w jego mniemaniu, aromatem papierosów. A wypadałoby jednak chwilę się zastanowić, czy dołączając się do kogoś, można narzucać swoje mało przyjemne zachowania. Bo znów dla grupy nie palącej, jedynym ratunkiem jest opuścić miejsce. Tylko czemu, skoro to my nikomu nie przeszkadzamy, a palacz zagraża naszemu zdrowiu?

Podobna sytuacja ma miejsce z miłośnikami głośnej muzyki, zwłaszcza w autobusach oraz niestety na szlakach wędrówek. Dlatego, młody zazwyczaj turysto, zastanów się choć przez chwilę, czy aby na pewno wszyscy mający pecha, że znaleźli się w pobliżu ciebie, chcą koniecznie wędrować z towarzyszeniem bluzgów sączących się z twojego głośnika i czy beat jaki lubisz akurat pasuje okolicznym kozicom czy niedźwiedziom.
Pamiętaj, nie musisz być świętym ascetą w podróży – wystarczy, że będziesz się liczyć z innymi i nie zatrujesz innym życia i spokoju w imię swojej wolności i wakacyjnego luzu. Tylko tyle i aż tyle.

 

Autor: Małgorzata Zielińska