Bycie poliglotą jest dla wielu osób atrakcyjną perspektywą. Znajomość języków pozwala porozumiewać się w trakcie podróży, otwiera na dzieła kultury innych krajów, ale także stanowi wyzwanie samo w sobie. Jeśli wyznaczymy sobie ambitne zadanie, by mówić w kilku językach, trzeba zadać sobie pytanie o najlepszą strategię dotarcia do celu. Jednym z dylematów, przed jakim stajemy, jest to, czy lepiej uczyć się kilku języków po kolei, czy uczyć się ich na raz?

Jeśli zaczniemy szukać porad na ten temat w internecie, szybko zdamy sobie sprawę, że większość autorów odradza taki eksperyment. Argumenty, jakie podają, skupiają się wokół tego, że języki będą nam się mieszać. Jeśli już się upieramy, żeby się uczyć kilku języków na raz, to najlepiej wybrać takie, które są od siebie jak najbardziej oddalone – na przykład francuski i fiński.

 

Ponadto, uczenie się więcej niż jednego języka na raz to zajęcie dla upartych, ponieważ postępy, jakie będziemy czynić, będą znacząco mniejsze, niż gdybyśmy skupili się tylko na jednym. 

Czy w związku z tym należy od razu porzucić pomysł takiej nauki? Niekoniecznie. Są ludzie, którzy zdecydowali się na takie wyzwanie i odnieśli sukces. Jednym z nich jest Mikhail Petrunin, badacz uczenia symultanicznego. Podczas swoich studiów, uczył się po kolei kilku języków romańskich i zdał sobie sprawę z niesamowitego ich podobieństwa. Postanowił poszukać książki, która pozwoliłaby nauczyć mu się języków romańskich symultanicznie. Ku swojemu zdziwieniu, taka książka nie istniała. Zdecydował się więc napisać ją sam. Od tego czasu wydał kilka książek na temat gramatyki porównawczej języków romańskich – hiszpańskiego, francuskiego, portugalskiego i włoskiego. Z perspektywy czasu uczenie się tych języków osobno uważa za stratę czasu.

W swoich książkach przedstawia uderzające podobieństwa między tymi czterema językami. I tak żeby powiedzieć „jeden” w hiszpańskim, mówimy „un”,  w portugalskim – „um”, we włoskim „uno”, a we francuskim – „un”. Podobieństwo można zobaczyć zarówno w słownictwie („biały” to odpowiednio: blanco (hiszpański), branco (portugalski), bianco (włoski), blanc (francuski)), jak i  gramatyce. We wszystkich czterech językach wyróżniamy po trzy grupy odmiany czasowników, które rozpoznajemy po końcówkach (-ar(e), -er(e) -ir(e)), zarówno w hiszpańskim, portugalskim jak i włoskim, zasadą jest, że większość rzeczowników zakończonych na -a, jest rodzaju żeńskiego, a na -o, męskiego. Takie przykłady można mnożyć.

Dlaczego te cztery języki są tak podobne? Ich historia sięga aż Cesarstwa Rzymskiego, którego językiem urzędowym była łacina. Wraz z podbojem kolejnych terenów (a Cesarstwo Rzymskie obejmowało w momencie rozkwitu tereny m.in. dzisiejszej Portugalii, Hiszpanii, Francji i Włoch), łacina stawała się językiem używanym przez coraz większe rzesze ludności. Trzeba jednak pamiętać, że ludność, którą podbijali Rzymianie, mówiła przecież w swoim języku. Wtedy zaczął się długi proces mieszania łaciny i lokalnych dialektów. W wyniku tej mieszanki powstały języki romańskie, które z jednej strony, różnią się od siebie, ale jednak zachowują wiele podobieństw, które mają swoje źródło właśnie w „wmieszanej” w nie łacinie.

Mikhail Petrunin w swoich książkach zachęca, by wykorzystać to historyczne podobieństwo i uczyć się tych czterech języków na raz. Jego porada dotycząca problemu mieszania się języków jest prosta: należy uczyć się w ich w określonej kolejności ściśle się tego trzymać. Autor przede wszystkim poleca by traktować to jako wyzwanie, skierowane w szczególności do miłośników nauki języków.

Autor tekstu: Karolina Sobierajska